Niecodzienność
Bez pośpiechu pędzą
Zdzierając podeszwy
Patrząc nieprzychylnie
Na Tempo bez życia
Sączące naturę
Niepotrzebny hałas
W paplaniny ścisku
Świat zapatrzony
Na milion stron świata
Gest niewdzięczny
Z uśmiechem szydercy
Most spalony
Co wciąż twardo stoi
Odwiedzany często
Zapomnianą stopą
Myśl co często
Zamarzała w słońcu
Z przymusu uciekła
Inspiracja naturą
Spokój i cisza
Którą coś przerywa
Burczenie w brzuchu
Lub dym z papierosa
Wydychany lekko
Prawie od niechcenia
I wrzask natury
Której nikt nie słyszy
Bo głośniejsze jest nawet
Milczenie sumienia