do spełnienia marzeń
skąpane w półświecie pocałunków
skazane na rzeczywistość
nie do przyjęcia
nie rozważnie słucham ust twoich
jak modlitwy różanej na paciorkach słońca
oddalam skrajnie swoje załamanie
chwytam chwile
by moc się oderwać
opadam w pościel słów twoich
wstaje
by przetrwać
Niecodzienność
Bez pośpiechu pędzą
Zdzierając podeszwy
Patrząc nieprzychylnie
Na Tempo bez życia
Sączące naturę
Niepotrzebny hałas
W paplaniny ścisku
Świat zapatrzony
Na milion stron świata
Gest niewdzięczny
Z uśmiechem szydercy
Most spalony
Co wciąż twardo stoi
Odwiedzany często
Zapomnianą stopą
Myśl co często
Zamarzała w słońcu
Z przymusu uciekła